Heroizm

Był czas, gdy jako nastolatek, nie rozstawałem się z książką Jana Parandowskiego „Mitologia”. Z zapartym tchem zaczytywałem się w mitologii greckiej, podziwiając jej różnorodność i zmysł autora do opisywania tego, co ludzkie. Starożytni bogowie i herosi budzili mój podziw i skłaniali do dalszych poszukiwań. Opowiadania o zmaganiach Heraklesa, Tezeusza, Prometeusza i wielu innych mocno zapadły mi w pamięć i wciąż stanowią pożywkę dla wyobraźni. Dzisiaj podobną rolę w moim życiu pełnią żywoty świętych i co ciekawe w nich także mowa jest o heroizmie.

Samo słowo „heros” w pierwotnym sensie oznaczało „obrońcę” lub „patrona”. Późniejsze definicje sugerowały osobę lub postać, którą cechowały odwaga lub męstwo. W odniesieniu do mitologii słowo to opisywało osoby zrodzone ze związków bogów z ludźmi. Cnota heroizmu sprawiała, że człowiek heroiczny cieszył się powszechną sławą (zwłaszcza po śmierci) i otaczał go niezachwiany kult zwykłych śmiertelników. Sam Arystoteles powiedział, że „cnota heroiczna czyni człowieka boskim”. Dzisiaj heros to przede wszystkim bohater – człowiek, który dzięki odwadze i hartowi ducha zdolny jest do poświęceń i czynienia dobra na rzecz innych. Rzeczą ciekawą jest to, że w czasie procesów beatyfikacyjnych Kongregacja ds. Świętych zobowiązana jest do udowodnienia heroiczności cnót kandydata na ołtarze.

Samo pojęcie heroiczności cnót powstało jako owoc filozofii scholastycznej. Św. Tomasz z Akwinu przejął je od św. Alberta Wielkiego. Doktor Anielski wyjaśnia, że cnoty „są to sprawności przerastające zwykłą miarę doskonałości moralnej”. Formalnie chodzi o to, aby udowodnić, że człowiek dzięki współpracy z łaską Bożą zdolny był do przekroczenia własnych słabości i ograniczeń. Namacalnym dowodem takiej współpracy z łaską są w Kościele: męczeństwo, ofiarne oddanie swojego życia dla innych i sumienne wypełnianie obowiązków stanu. W tym sensie heroiczność cnót oznacza wypełnienie przykazania miłości Boga i bliźniego na miarę powołania, które Bóg powierzył konkretnemu człowiekowi. To właśnie ta cecha odróżnia świętych od starożytnych herosów. Nie chodzi tu bowiem o pośmiertną sławę, ale o świętość życia, która daje pewność zbawienia. Dobrze ujął to Dietrich von Hildebrand: Każdy, kto bada historię Kościoła bez uprzedzeń, nie może nie przyznać, że od wszystkich tych, którzy prawdziwie żyją chrześcijaństwem, promieniuje żarliwa i najwyższa miłość do bliźnich, nawet do wrogów i prześladowców. Ta miłość ma źródło w samej istocie świętości, w przemienieniu w Chrystusie. Zawsze znajdowała się ona w samym sercu nauczania Kościoła. Ta miłość bliźniego była czymś zupełnie nowym, nieznanym światu pogańskiemu i była to ta miłość bliźniego, która nawróciła niezliczoną ilość pogan (D. von Hildebrand, Koń trojański w mieście Boga, wyd. Fronda, wydanie III, s. 323).

Warto zatem zadbać o bycie prawdziwym herosem i dzięki łasce Bożej przekroczyć próg świętości.

Inne artykuły autora

Mamy go. On jest nasz

Święty Mikołaj

Trzy objawienia w dziejach świata!