Nie wiem, co robić. Mam dwie opcje

Był taki dzień, kiedy ze smutkiem stwierdziłem, że nie jestem w stanie pojąć natury Boga. Przeżyłem wtedy wielki zawód. Byłem zły, że dostałem cukierka i nie mogę go otworzyć i zjeść. Sama chęć poznania nie wystarczy do objęcia bóstwa. Bóg jest poza moim poznaniem. Aż dziw bierze, że można o Nim na poziomie języka sformułować jakiekolwiek twierdzenie. Może jest to efekt tego, że „na początku było Słowo”?

Wczoraj mój smutek filozoficzny się pogłębił. Nie tylko Boga nie jestem w stanie pojąć, ale także samego siebie nigdy do końca nie pojmę. Jest we mnie cząstka, która nie potrafi wytłumaczyć samej siebie. Patrzy w lustro i nie jest w stanie rozpoznać tego, kto przed nim stoi.

Nieskończoność to dziwny wynalazek Boga. Czyni nas bezradnymi. Zachwyca i przeraża. To za nią kryje się istota sprawy, ale także w niej tracimy poczucie sensu i logiki. Czy tego chcemy czy nie, człowiek ma tylko dwa wyjścia egzystencjalne: rozpacz nad pustką lub wiarę w Nieskończonego.

Inne artykuły autora

Co czuje Jezus w tabernakulum?

Ma być tak samo, ale lepiej

Obroń mnie Panie przed głupotą