KRONIKA KLASZTORU ŚWIĘTEGO MICHAŁA W CLUSA
Zaczyna się prolog do legendy o poświęceniu bazyliki błogosławionego Michała Archanioła w Clusa.
I.
Na chwałę i cześć Króla Wiecznego postanowiłem utrwalić na piśmie przedziwne objawienie błogosławionego Michała Archanioła, które miało miejsce na górze Pirchiriana, tak jak zdołałem poznać je z dawnych pism oraz wiarygodnych świadectw ludzi godnych zaufania. Pragnę opisać, w jaki sposób moc i majestat tego archanioła po raz pierwszy zajaśniały śmiertelnym na wspomnianej górze oraz jak, z jego natchnienia i pod opieką jego opatrzności, wzniesiona tam bazylika z biegiem czasu rozwinęła się w kwitnący klasztor.
Ponieważ zaś nie czuję się obdarzony szczególnymi zdolnościami umysłu ani nie uważam za stosowne posługiwać się wyszukaną elegancją słowa czy retorycznymi ozdobami, pokornie błagam Cię, łaskawy Duchu, abyś raczył przyjść z pomocą. Ty bowiem jesteś Nauczycielem prawdy. Wlej w moje serce prawdziwe poznanie tej historii i przez swoje namaszczenie poucz mnie o wszystkich wydarzeniach, których dotyczy. Oddal od progu mojego umysłu wszelki pozór, próżność i pychę retoryczną, słusznie pogardzane i odrzucane przez ludzi mądrych.
Również Ciebie, Michale Archaniele, mój chwalebny Książę, proszę o pomoc. Nie wzgardź wspieraniem mnie, najpokorniejszego ze swoich sług, który pragnie głosić Twoje wielkie dzieła. Tobie bowiem, na wzór Twojego Pana, właściwe jest przeciwstawianie się pysznym i tym, którzy chełpią się słowami, lecz pozbawieni są dobrych czynów, jak zdaje się wskazywać samo Twoje sławne imię. Wyjednaj mi u Tego, przed którym od wieków stoisz wraz z błogosławionymi mieszkańcami nieba, ducha rozumu i mądrości. On jest źródłem wszelkiej odwiecznej mądrości i w swojej pobożnej oraz miłosiernej dobroci wyznaczył Ci to miejsce jako szczególną siedzibę, co sam potwierdziłeś licznymi i niezwykłymi cudami.
II.
Z licznych świadectw Pisma Świętego dowiadujemy się, że błogosławiony Michał nie tylko z woli Bożej zajmuje pierwsze miejsce pośród zastępów niebieskiego wojska, lecz także sprawuje szczególną opiekę nad ziemią i troszczy się o zbawienie ludzi. Skoro bowiem w Apokalipsie świętego Jana wyraźnie powiedziano, że wraz ze swymi aniołami prowadzi walkę ze starożytnym smokiem, jest rzeczą oczywistą, iż przewodzi tym, którym rozkazuje i którym pomaga, odnosząc nieustannie zwycięstwo nad odwiecznym nieprzyjacielem.
To zaś, że sprawuje szczególną pieczę nad ludźmi i troszczy się o zbawienie wiernych, jasno ukazuje proroctwo Daniela, gdzie głos anioła mówi: „I nikt nie jest mi pomocnikiem we wszystkich tych sprawach, jeno Michał, książę wasz”. W innym miejscu zaś czytamy: „W owym czasie powstanie Michał, wielki książę, który stoi na straży synów ludu twego”.
Widzisz więc, że ten najszczęśliwszy duch okazywał szczególną życzliwość i opiekę ludowi żydowskiemu, który w tamtych czasach był ludem wiernym. Gdy jednak ten sam lud popadł w zatwardziałość i niewiarę, a w swojej przewrotności targnął się na Stwórcę wszystkich rzeczy, przybijając Go do krzyża, wtedy, jak przekazuje tradycja, po wniebowstąpieniu naszego Pana słyszano w świątyni głosy aniołów wołających: „Opuśćmy te siedziby”.
Wówczas również ten święty archanioł, podobnie jak apostołowie opuszczający granice Judei, zapragnął rozszerzyć zasięg swojej miłości i opieki. Jako pobożny opiekun rodzaju ludzkiego postanowił objawić chwałę swego imienia wszystkim narodom, szczególnie zaś ludom Zachodu.
Jak bowiem Rzym, największe z miast, został uświęcony krwią najwyższych apostołów Piotra i Pawła, tak że miasto niegdyś będące stolicą pogaństwa stało się także najświetniejszą stolicą religii chrześcijańskiej, tak również godność rzymska została szczególnie wywyższona przez Bożą opatrzność dzięki opiece przywódcy zastępów anielskich.
Na zachodnich krańcach świata archanioł Pański wybrał sobie trzy szczególnie umiłowane miejsca, które nawiedza swoim światłem oraz obecnością towarzyszących mu duchów niebieskich. Pierwszym jest słynna na cały świat góra Gargano [1]. Drugim miejsce położone nad oceanem, zwane Ad maris periculum (w obliczu niebezpieczeństwa morskiego) [2]. Trzecim zaś jest góra Pirchiriano, położona pomiędzy nimi niczym miejsce wyznaczone przez samą Opatrzność.
Słusznie też ten, który zdaje się unikać ziemskich zmaz, upodobał sobie wysokie szczyty gór. Tam bowiem przebywa ten, który wraz z błogosławionymi zastępami aniołów pozostaje blisko Boskiego majestatu. Podczas gdy najwyższy Pasterz zstąpił w doliny, aby szukać zagubionej owcy, oni trwają na duchowych wyżynach, kontemplując z bliska chwałę Boga.
Lecz pozostawiając na boku inne sprawy, skierujmy teraz nasze pióro ku temu, co zamierzyliśmy opowiedzieć.
III.
W granicach Italii wznosi się pewna znamienita góra, oddalona o dwanaście mil od Alp. Mieszkańcy nazywają ją Pirchiriano albo Pyrchariana, co tłumaczy się jako „ogień Pański” lub „ogniste miasto”. Nazwa ta, jak sądzę, nie powstała przypadkowo, lecz zapowiadała przyszłą obecność aniołów oraz miejsce szczególnie umiłowane przez Pana, który „aniołów swoich czyni duchami, a sługi swoje ogniem płonącym”.
Góra ta ze wszystkich stron wznosi swoją dostojną głowę stromymi zboczami ku niebu, a jej szczyt zdaje się dotykać chmur. Od innych gór oddziela ją jedynie wąska przełęcz, a prowadzi do niej tylko jedna ciasna droga. Łatwo więc pojąć, że miejsce to zostało obdarzone szczególnym przywilejem Bożym.
Okolicę upiększają czyste strumienie, których szmer przynosi ukojenie. Stoki porastają lasy oraz drzewa liściaste i owocowe, a rozmaite gatunki ptaków napełniają je swoim śpiewem. Na nagim i odsłoniętym szczycie wznosi się kościół błogosławionego Michała. Nie zachwyca on przepychem kruszców ani kunsztem ludzkich rąk, lecz słynie z licznych i wielokrotnie potwierdzonych znaków.
Kościół ten obdarza przybywających jakąś ukrytą mocą i tak wielką słodyczą Bożej kontemplacji, że ci, których przyciągnęła jego gościnność i święta bliskość, wołają z głębi serca: „Góra, na której Bóg upodobał sobie mieszkać” oraz: „Jak rosa Hermonu, która zstępuje na górę Syjon, bo tam nakazał Pan błogosławieństwo i życie na wieki”.
Jak zaś pierwotnie wzniesiono ten kościół, dowiedzieliśmy się z całkowicie wiarygodnego przekazu starożytności.
IV.
Żył niegdyś pewien mieszkaniec Rawenny, imieniem Jan, zwany Wincentym [3]. Był to mąż niezwykłej prostoty i szczególnie obdarzony łaską duchowego poznania. Jak podają przekazy, sprawował godność biskupią w swojej ojczyźnie. Rozpalony jednak pragnieniem życia pustelniczego, opuścił rodzinne strony i po przebyciu wielu krain udał się na górę zwaną Caprasius, położoną naprzeciw wspomnianej góry od strony północnej.
Tam pragnął łatwiej zjednoczyć się z Panem, do którego nieustannie tęsknił. Chciał uwolnić się od wszelkich trosk i obowiązków związanych z życiem pośród ludzi, aby nic nie odciągało go od umiłowanej kontemplacji Boga.
Miejsce to było wówczas tak odludne i niedostępne, że doskonale odpowiadało wymaganiom pustelniczego życia. Tam sługa Boży przez długi czas pozostawał w ukryciu, oddając się z wielką gorliwością modlitwie i kontemplacji oraz unikając ludzkich spojrzeń. Czynił to z taką wytrwałością, że nie bez słuszności można było sądzić, iż na co dzień obcuje z aniołami i cieszy się ich towarzystwem.
V.
Temu właśnie ukazał się w widzeniu święty Michał Archanioł i przemówił do niego życzliwie:
„Cóż czynisz, Janie? Dlaczego nie wspierasz gorliwości kontemplacji pracą własnych rąk? Czy nie wiesz, że życie kontemplacyjne potrzebuje oparcia w życiu czynnym?”
Na to Jan odpowiedział:
„Kim jesteś, panie mój?”
Archanioł odrzekł:
„Ja jestem Michał, który nieustannie stoję przed obliczem Pańskim. Spiesz się i zabierz do pracy. Zbuduj mi bazylikę, choćby była drewniana”.
Gdy święty pustelnik wyznał otwarcie, że nie zna się na takim rzemiośle i od młodości nie wykonywał podobnych prac, archanioł dodał:
„Nie lękaj się. Ja sam będę twoim pomocnikiem. Dzięki mojej obecności, choć wyczerpany i słaby na ciele, zawsze będziesz odzyskiwał siły”.
Kiedy więc nastał poranek, święty mąż po odmówieniu porannych hymnów rozważał w sercu słowa anielskiego napomnienia. Ufny w Bożą pomoc udał się do pobliskiego lasu i z całym zapałem podjął pracę, spędzając dzień w radości i gorliwości.
VI.
Następnego dnia, pokrzepiony nocnym odpoczynkiem, powrócił na miejsce swojej pracy. Nie znalazł jednak niczego z tego, co poprzedniego dnia przygotował. Zatrzymał się więc zdumiony, zastanawiając się, jaka przyczyna mogła sprowadzić nocnego złodzieja w tak odludne i gęste lasy.
Nie zniechęcił się jednak i ponownie zabrał się do pracy.
Gdy zaś, pozbawiony wszelkiej ludzkiej pomocy, oddawał się swojemu zajęciu, ujrzał nagle niezliczone stado gołębi. Ptaki nadlatywały całymi gromadami, chwytały dziobami ociosane kawałki drewna i zanosiły je na górę Pirchirianę.
Nie rozumiał jeszcze znaczenia tego niezwykłego znaku, lecz nie przerywał rozpoczętego dzieła.
Od pewnego czasu dostrzegał również podczas nocnych modlitw, że ze wspomnianej góry często wznosi się ku niebu kula ognia, pozostawiająca za sobą długi świetlisty ślad.
VII.
Trzeciego dnia wyszedł ponownie do swojej pracy. Gdy jednak po raz kolejny nie znalazł przygotowanego drewna, osłupiał. Usiadł przygnębiony i zaczął mówić sam do siebie:
„Cóż to jest, Panie, Boże mój? Kto tak zawzięcie niweczy mój trud? To, co przygotowuję za dnia, ktoś zabiera pod osłoną nocy. Cóż to znaczy, archaniele Chrystusowy? Dlaczego dopuszczasz, aby Twój sługa był w ten sposób wystawiany na próbę? Gdzie są obietnice, które mi dałeś? Nie widzę teraz spełnienia Twoich słów. Czy źle zrozumiałem Twoje polecenie? A może chcesz, aby to, co nakazałeś, zostało wykonane w inny sposób? Wejrzyj, błogosławiony Michale, na swego sługę i sam poucz mnie, jaka jest Twoja wola”.
Tak rozmyślając, zaczął nawet zastanawiać się, czy nie porzucić rozpoczętego dzieła.
Gdy nadeszła noc, a gwiazdy rozbłysły na niebie, święty mąż zapadł w sen. Wtedy ponownie stanął przed nim archanioł i powiedział:
„Dlaczego upadasz na duchu? Dlaczego nie wykonujesz tego, co ci nakazałem? Czemu przerywasz rozpoczęte dzieło?
Wstań o świcie i bez lęku wejdź na szczyt góry, z której nieraz widziałeś ognistą kulę wznoszącą się ku niebu i do której, jak sam zauważyłeś, gołębie zanosiły drewno. Tam znajdziesz wszystko to, o czym sądziłeś, że zostało skradzione.
Nie zwlekaj wtedy z wykonaniem dzieła, które ci poleciłem. Właśnie to miejsce wybrałem sobie na mieszkanie. Tutaj bowiem pragnę przebywać, gdyż sam je sobie upodobałem i wybrałem”.
VIII.
Przebudziwszy się więc mąż Boży, umocniony słowami anioła, wspiął się na wysoką skałę przeciwległej góry. Choć trud wspinaczki po stromych i krętych zboczach wyczerpał jego siły, nie ustawał w drodze. Gdy dotarł na miejsce, przez chwilę leżał twarzą do ziemi, modląc się ze łzami. Następnie podniósł wzrok i ujrzał całe drewno, które uważał za utracone.
Napełniony niewysłowioną radością złożył Bogu oraz świętemu Michałowi, opiekunowi tego miejsca, najgorętsze dziękczynienie. Potem, pełen zapału i duchowej otuchy, przystąpił do pracy. Zaczął zestawiać przygotowane drewno i w krótkim czasie wzniosł kościół.
IX.
Wykonał również ołtarz ku czci Michała, księcia aniołów, wykuwając go z tej samej skały, na której stanęła świątynia. Było to dzieło godne podziwu, choć niewygładzone jeszcze doskonałością ludzkiej sztuki.
Kiedy zaś ukończył budowlę na owym wyniosłym szczycie, wykorzystując wszystkie posiadane środki, udał się do biskupa Turynu, imieniem Amizo [4]. Opowiedział mu po kolei, w jaki sposób dzięki anielskiemu widzeniu wzniosł kościół na wielokrotnie wspominanej górze, a następnie pokornie poprosił o jego poświęcenie.
Święty pasterz, usłyszawszy, że błogosławiony Michał raczył objawić się za jego czasów w miejscu należącym do jego diecezji, wybuchnął uwielbieniem dla Stwórcy. Pełen wzruszenia i łez, które wywoływała w nim gorąca miłość do archanioła, natychmiast uklęknął w stronę góry, rozłożył ręce i podniósł oczy ku niebu, mówiąc:
„Składamy dzięki Twojej łasce, Najwyższy Ojcze, Królu wieków, który nie pozwalasz, aby jakikolwiek czas upłynął bez znaku Twojej dobroci. Oto nie wzgardziłeś nawiedzeniem nas, niegodnych sług swoich, ani ludu Twojego przez najwznioślejszego sługę Twojego majestatu. Wierzymy, że będzie on orędownikiem naszych pobożnych pragnień i wiernym opiekunem naszych spraw”.
X.
Po tych słowach przywołał sługę Bożego Jana i wypytał go o jego imię, ojczyznę, stan życia i pochodzenie. Dowiadywał się również, z jakiego powodu i w jakim czasie przybył w te strony. Wysłuchawszy wszystkiego z uwagą, bardzo uradował się w Panu.
Chętnie zgodził się na jego prośbę, wyznaczył dzień poświęcenia kościoła i polecił całemu duchowieństwu oraz ludowi, aby uroczyście zgromadzili się na tej uroczystości.
Wieść o tym wydarzeniu szybko rozeszła się po okolicy. Z różnych miast, miasteczek i wsi napłynęły niezliczone tłumy ludzi, przyciągnięte zarówno doniosłością wydarzenia, jak i naturalnym pragnieniem zobaczenia rzeczy niezwykłych. Jeszcze przed dniem poświęcenia niemal cała równina rozciągająca się od Turynu zapełniła się przybyszami.
W ten sposób kraj, który dotąd uchodził za odludny i mało znaczący, zaczął cieszyć się szacunkiem i sławą dzięki objawieniu świętego archanioła.
XI.
Czcigodny pasterz Amizo, zbliżając się do świętego miejsca, zatrzymał się na noc w zamku Avigliana [5]. I oto około północy wydarzyła się rzecz godna pamięci i opowiadania. Nad górą ukazał się ogromny słup ognia, który zdawał się zstępować z nieba i swoim jaśniejącym blaskiem rozświetlał całe pogodne niebo.
Na widok tego niezwykłego zjawiska ludzie zrywali się ze swoich posłań, wyciągali ręce ku niebu, bili się w piersi i z trwogą wołali, że Góra Pirchiriano stanęła w płomieniach. Krzyk i poruszenie ogarnęły całą okolicę.
Sam biskup, obudzony tym niezwykłym zamieszaniem, powstał i ujrzawszy dogasający już czerwony blask, zwrócił się do swoich towarzyszy słowami:
„Jakże pełne grozy jest to miejsce! Od Pana się to stało i jest cudem w naszych oczach. To jest ów płonący krzew, w którym niegdyś Bóg objawił się Mojżeszowi. To jest nowa góra Synaj, mająca przez posługę aniołów przyjąć ogniste prawo”.
Nazajutrz przybyli na miejsce. Gdy czcigodny biskup wraz ze zgromadzonym duchowieństwem stanął przed skromną bazyliką, ujrzał coś na kształt strumienia oliwy spływającego z góry. Zobaczył również znak krzyża odciśnięty gęstą, oleistą substancją na wystających skałach otaczających kościół.
Pełen zdumienia i świętej bojaźni, podobnie jak cały zgromadzony lud, wszedł do świątyni. Upadłszy na twarz, za wstawiennictwem archanioła usilnie błagał Pana nieba i ziemi o łaskę godnego przyjęcia i zrozumienia tak wielkich znaków.
Po zakończonej modlitwie podniósł oczy zalane łzami i ujrzał napis niezwykłej piękności, który, jak powszechnie sądzono, nie mógł być dziełem ludzkich rąk, lecz został sporządzony przez samych aniołów. Wokół niego oraz ponad nim obficie spływały balsam i oliwa, tak że zdawały się spływać aż na ziemię.
Widząc to, biskup natychmiast wziął płótno i z wielką czcią otarł świętą oliwę. Następnie nakrył napis i z najwyższą pobożnością odprawił uroczystą Mszę Świętą.
Nie sposób zaś opisać wszystkich łask, jakie zostały udzielone za pośrednictwem płótna, którym otarto święty ołtarz. Według przekazywanej tradycji nikt, kto z wiarą go dotknął, nie odchodził bez doświadczenia Bożej pomocy. Kalecy odzyskiwali sprawność, opętani doznawali uwolnienia, a chorzy powracali do zdrowia za przyczyną świętego Michała Archanioła.
Poruszony tak wielkimi cudami biskup Amizo, na prośbę pustelnika Jana oraz za namową obecnych tam możnych i szlachetnych mężów, ustanowił pod groźbą wiecznej klątwy, że miejsce to pozostanie na zawsze wolne od wszelkiej świeckiej ingerencji oraz od nieuprawnionych roszczeń jego samego i jego następców.
Postanowił również, że każdy, kto w przyszłości odważyłby się naruszyć ten przywilej, będzie podlegał osądowi Stolicy Apostolskiej.
XII.
Od tego czasu święty pustelnik Jan zamieszkał samotnie na górze, korzystając z niewielkiej celi położonej w pobliżu kościoła. Święty Michał Archanioł nie zwlekał zaś z ukazaniem w sposób jaśniejszy niż światło dnia, że jest szczególnym opiekunem i miłośnikiem tego miejsca.
Nie minęło bowiem wiele czasu, gdy pewni pielgrzymi udawali się do Rzymu, aby nawiedzić groby świętych apostołów Piotra i Pawła, a następnie podążyć na górę Gargano, by oddać cześć świętemu Michałowi Archaniołowi. Przechodząc przez dolinę Susa, dostrzegli kościół wznoszący się na szczycie góry niczym strażnica. Nie znając jego historii, zaczęli wypytywać, kto go zbudował i komu został poświęcony.
Gdy starzec opowiedział im o niedawnych wydarzeniach, jeden z pielgrzymów, ciężko cierpiący na podagrę, uradował się bardzo i powiedział do swoich towarzyszy:
„Wiecie, przyjaciele, jak wielkie cierpienie sprawiają mi chore nogi i jak często moja słabość opóźniała naszą podróż. Skoro nie jestem w stanie dotrzeć do świętej góry Gargano, jak zamierzałem, zaklinam was na Tego, którego po śmierci czcimy jako przewodnika dusz wiernych, pozwólcie mi przynajmniej nawiedzić to święte oratorium poświęcone jego imieniu i błagać go, aby okazał miłosierdzie mojej duszy w godzinie śmierci. Wy zaś albo pójdźcie ze mną dla własnej duchowej korzyści, albo poczekajcie na mnie u stóp góry”.
Oni jednak zaczęli go wyśmiewać i odpowiadali:
„Cóż ty mówisz, biedaku? Jak zamierzasz wspiąć się po stromych i trudnych zboczach, skoro ledwie poruszasz się po równej drodze? Idź, jeśli chcesz, szaleńcze. Niech czeka na ciebie ten, kto ma na to ochotę”.
Wówczas pielgrzym, porzuciwszy towarzystwo swoich druhów i ufając opiece archanioła, podjął się tego, co wszystkim wydawało się niemożliwe. Wspinał się niemal na kolanach i rękach, aż w końcu, wyczerpany, lecz zwycięski, osiągnął upragniony cel.
Gdy wszedł do kościoła, obficie zraszał posadzkę łzami. W modlitwach i ślubach płynących z głębi serca przedstawił Panu i Jego archaniołowi swoją niedolę, opuszczenie przez towarzyszy oraz własną niemoc.
Wreszcie, wyczerpany trudem i smutkiem, zasnął.
Kiedy po kilku godzinach przebudził się ze snu, ku swojemu zdumieniu ujrzał, że znajduje się zdrowy i wolny od wszelkiej choroby przed ołtarzem świętego Michała na górze Gargano. Jak wielką radość przeżył wówczas w swoim sercu i jak obficie płakał ze szczęścia, tego nie zdołałaby opisać nawet najdoskonalsza wymowa.
Być może komuś opowiadanie to wyda się niewiarygodne z powodu niezwykłości i wielkości cudu. Lecz ty, który powątpiewasz, przypomnij sobie historię proroka Daniela i to, jak anioł Pański przeniósł proroka Habakuka przez ogromne przestrzenie ziemi do Daniela przebywającego w lwiej jamie. Jeśli nie potrafisz tego pojąć rozumem, uwierz przynajmniej świadectwu Pisma. Skoro anioł Pański mógł dokonać tamtego dzieła, dlaczegóż najwyższy archanioł nie miałby uczynić podobnego cudu tutaj?
Gdy więc ów pielgrzym złożył swojemu wybawcy należne dziękczynienie, wrócił stamtąd pełen radości i nowej siły.
Przeszedł już przez Rzym, podczas gdy jego dawni towarzysze nie dotarli jeszcze do Miasta. Kiedy ujrzeli go z daleka, zdumieni mówili jeden do drugiego:
„Boże, czy dobrze widzę? Czy to nie nasz towarzysz, którego zostawiliśmy w Clusa?”
Inny odpowiedział:
„To niemożliwe. Tamten był ciężko chory, a ten idzie pewnym krokiem i wygląda na całkowicie zdrowego. A jednak... to rzeczywiście on”.
Gdy się spotkali, pozdrowili go serdecznie i zapytali:
„Kto cię tu przyprowadził? Jak odzyskałeś zdrowie?”
Wówczas opowiedział im szczegółowo wszystko, co go spotkało.
Oni zaś, zdumieni wielkością cudu, powiedzieli:
„Czy opowiedziałeś już o tym Ojcu Świętemu? Wróć z nami i oznajmij wszystkim, jak wielkie rzeczy uczynił ci Bóg”.
A on odpowiedział:
„Uczynię to, choć nie zasłużyliście na tę życzliwość”.
Powrócił więc i opowiedział o wszystkim. Wieść o cudzie rozpaliła w mieszkańcach Rzymu miłość do tego świętego miejsca, a sława wydarzenia rozeszła się po całej Italii wszędzie tam, gdzie docierali pielgrzymi.
XIII.
W tym samym czasie, za panowania cesarza Ottona Młodszego Augusta [6], pewien szlachcic imieniem Hugo z Owernii [7] udał się wraz z żoną do Rzymu, aby nawiedzić grób świętego Piotra, księcia apostołów. Chociaż był świadomy licznych i ciężkich grzechów, żywił jednak ufność, że za wstawiennictwem błogosławionego apostoła, któremu Pan trzykrotnie powierzył swoje owce jako dowód miłości, odzyska nadzieję na życie wieczne.
Gdy przybył do Rzymu, stało się coś, co dla wszystkich było zarazem przestrogą i nauką. Kiedy zbliżył się do schodów prowadzących do bazyliki świętego Piotra, nie był w stanie postąpić ani kroku dalej. Stanął nieruchomo, jakby niewidzialna siła zatrzymała go w miejscu. Im bardziej usiłował podejść do wejścia, tym bardziej wydawało się, że jest od niego odpychany.
Zrozumiał wówczas, że dzieje się tak z powodu ciężaru jego grzechów. Sumienie napełniło go bólem, a serce ogarnęły lęk i niepokój. W skrytości próbował wzruszyć łzami świętego Piotra, wspólną nadzieję wszystkich grzeszników, błagając o miłosierdzie. Jednak wstyd dławił jego słowa. Grzech, który wcześniej nie budził w nim zawstydzenia, teraz nie pozwalał mu się do niego przyznać.
W końcu, przynaglony cierpieniem sumienia, wyznał żonie oraz stojącym obok ludziom przyczynę swojego stanu. Poprosił również, aby wezwano papieża Sylwestra [8] oraz duchownych pełniących służbę przy świętym ołtarzu.
Gdy przybyli, przedstawił im swój ból i jego przyczynę. Następnie upadł twarzą do ziemi i pokornie błagał, aby przez ich posługę mógł doświadczyć miłosierdzia świętego Piotra.
Powiedział do nich:
„Stolica Apostolska tych, których osądza, przyjmuje jak synów, a nawet gdy karci, miłuje ich jak matka. Ja zaś, nieszczęsny, cierpię z powodu męki własnego sumienia. Oto stojąc u źródła miłosierdzia, zostałem od niego odsunięty jak syn zatracenia. Ten sam pasterz, który naśladuje swojego Mistrza i przyciąga ku zbawieniu nawet opornych, domaga się ode mnie jednego: szczerego wyznania grzechów oraz odnowienia wyrzeczenia się nieprzyjaciela, którego zdradziłem swoim postępowaniem. Wyznaję więc swoją winę, wyrzekam się zła i szukam rady u mojego pana Piotra przy źródle Dawidowym, otwartym dla obmycia wszelkiej nieczystości”.
Słowa te głęboko poruszyły serca obecnych. Papież Sylwester oraz duchowni postanowili nałożyć na niego pokutę odpowiednią do popełnionych win. Zażądali od niego przyrzeczenia, że ufunduje klasztor, w którym mnisi będą nieustannie służyć Bogu.
Hugo przyjął ten warunek z pokorą. Po odbyciu pokuty i szczerej spowiedzi otrzymał wreszcie pozwolenie, aby przekroczyć próg świątyni i oddać cześć świętemu miejscu.
Napełniony wdzięcznością i radością, powrócił następnie do swoich dóbr, zdecydowany wiernie wypełnić złożoną obietnicę.
XIV.
Gdy Hugo wraz z żoną przebył dalszą część podróży i dotarł do Susy, zatrzymał się jako gość w domu dawnego przyjaciela, dobrze mu znanego od lat. Gospodarz, kierowany serdeczną życzliwością, zaczął wypytywać go o przebieg pielgrzymki.
Wówczas Hugo opowiedział mu szczegółowo wszystko, co wydarzyło się w Rzymie, a także niezwykłe okoliczności swojego nawrócenia i pokuty. Gospodarz słuchał z wielkim zdumieniem, a rozważając ogrom Bożego miłosierdzia, powiedział:
„Panie Hugo, jeśli naprawdę pragniesz wypełnić złożony ślub, nie ma nikogo bardziej godnego, komu mógłbyś poświęcić fundowany klasztor, niż święty Michał Archanioł, książę zastępów niebieskich. Niech on stanie się wybawcą twojej duszy w dniu odejścia z tego świata, a święty Piotr niech przyjmie ją do wiecznego mieszkania”.
Następnie wskazał mu położoną nieopodal górę Pirchirianę, oddaloną o około dwanaście mil, i opowiedział o wszystkich cudach, które się tam dokonały. Słowa te rozpaliły serce Hugona, już wcześniej skłonne ku temu zamysłowi.
Rozmowa przeciągnęła się do późnego wieczora, a zmęczenie całodziennej podróży sprawiło, że wszyscy udali się na spoczynek.
Tej samej nocy święty Michał Archanioł ukazał się we śnie zarówno Hugonowi, jak i jego żonie Isengardzie. Oboje widzieli tę samą postać i usłyszeli te same słowa. Archanioł zachęcał ich i nakazywał, aby wszystkie swoje starania skierowali ku miejscu wskazanemu przez gospodarza oraz bez wahania wznieśli tam klasztor, zapewniając, że przez to dzieło przygotowują dla swoich dusz mieszkanie w niebie.
Hugo obudził się pierwszy. Natychmiast opowiedział żonie swoje widzenie. Ku jego zdumieniu Isengarda wyznała, że otrzymała dokładnie to samo objawienie.
Nie zwlekając więc, podnieśli się z posłania i zaczęli rozważać, w jaki sposób najlepiej doprowadzić zamierzenie do skutku. Radzili się gospodarzy i wspólnie szukali najroztropniejszego rozwiązania.
Szczególnie zaangażowała się żona gospodarza, imieniem Ewa. Kronikarz zauważa z życzliwą ironią, że okazała się ona lepszą doradczynią niż pierwsza Ewa. Uradowana tym, że wieczorne rozmowy zostały potwierdzone przez samo objawienie archanioła, z wielkim zapałem pomagała w planowaniu całego przedsięwzięcia.
Gdy wspólnie naradzali się nad przyszłością dzieła, zrodziła się pomiędzy nimi roztropna i zgodna rada, która, jak wierzyli, pochodziła od samego Boga, zgodnie ze słowami Ewangelii: „Gdzie dwaj albo trzej zgromadzeni są w imię moje, tam jestem pośród nich”.
XV.
Hugo i jego żona, podejmując się budowy tak wielkiego dzieła, starannie rozważyli wszystkie trudności, które mogłyby zagrozić jego trwałości. Pragnęli bowiem wznieść klasztor na fundamencie równie mocnym jak skała, aby nic nie mogło zachwiać jego przyszłością.
O świcie wsiedli na wozy i udali się do marchiona Hardoina [9], którego siedziba w zamku Avigliana znajdowała się zaledwie trzynaście mil dalej. Zastali go tam wraz z małżonką, jakby sama Opatrzność przygotowała dogodną sposobność do rozmowy.
Kiedy doniesiono marchionowi o przybyciu dostojnych pielgrzymów zza Alp, przyjął ich z należnymi honorami, jak przystało na szlachetnego i gościnnego pana.
Hugo przedstawił cel swojej wizyty i poprosił o zgodę na założenie klasztoru na górze Pirchiriana. Jednocześnie oświadczył, że gotów jest przekazać odpowiednią zapłatę w złocie, srebrze, zwierzętach jucznych i innych dobrach, byle tylko miejsce to zostało prawnie uwolnione od wszelkich roszczeń świeckiej władzy, zarówno obecnych, jak i przyszłych.
Pragnął bowiem, aby ci, którzy będą tam służyć Bogu, mogli żyć całkowicie wolni od świeckich ciężarów, nacisków i zobowiązań.
Wielkoduszny marchion chętnie zgodził się na tę prośbę. Początkowo chciał uczynić to bez żadnej zapłaty, lecz po namyśle przyjął umiarkowane wynagrodzenie, aby przyszłe prawa klasztoru były niepodważalne.
Uważano bowiem, że podobnie jak za zapłatę nabyto niegdyś pole przeznaczone na grzebanie pielgrzymów, tak również miejsce przeznaczone dla mnichów umierających dla świata powinno zostać nabyte w sposób niebudzący żadnych sporów.
Po załatwieniu wszystkich formalności Hugo powrócił uradowany do gospody. Za radą gospodarza zaczął również szukać odpowiedniej osoby, której można by powierzyć troskę o nowe dzieło.
Korzystając z nadarzającej się sposobności, udał się wraz z niewielką grupą ludzi na szczyt góry, aby osobiście obejrzeć miejsce przyszłej fundacji. Wiodła go bardziej gorliwość ducha niż siła ciała, ponieważ droga była wyjątkowo trudna.
Gdy dotarł na miejsce, wyczerpany skwarem, wspinaczką i przede wszystkim dotkliwym pragnieniem, padł do stóp pustelnika Jana, którego cela przylegała do kościoła. Błagał o pomoc, prosząc świętego Michała, aby znalazł ratunek dla człowieka znajdującego się w tak wielkiej potrzebie.
Pustelnik odpowiedział, że w pobliżu nie ma źródła wody, a w niewielkiej ampułce pozostało jedynie tyle wina, ile potrzeba do odprawienia jednej Mszy Świętej. Sam nie posiada żadnego lekarstwa, lecz nie wątpi, że moc archanioła może zaradzić wszelkiej potrzebie.
Ponieważ jednak Hugo coraz bardziej cierpiał z powodu pragnienia i zmęczenia, pustelnik, poruszony współczuciem, zaczął gorliwie błagać świętego Michała, aby zechciał przyjść z pomocą pobożnemu pielgrzymowi i potwierdzić swoją opiekę nad wybranym miejscem.
XVI.
Wówczas wydarzyła się rzecz prawdziwie godna podziwu. Pustelnik ujrzał, jak wspomniana ampułka zaczęła napełniać się sama, jakby od jej dna wytrysnęło żywe źródło. W ten sposób najwyższy archanioł objawił swoją widzialną moc.
Wszyscy obecni napili się do syta, a otrzymawszy błogosławieństwo, zeszli z góry i wrócili do gospody. Nadal bowiem pragnęli znaleźć człowieka odpowiedniego do opieki nad świętym miejscem, gdyż pustelnik Jan nie zajmował się już niczym poza sprawami nieba.
Hugo opowiedział gospodarzowi o cudzie, którego był świadkiem. Rozmawiając z nim, nieustannie wracał do kwestii przyszłej opieki nad nową fundacją. Pragnienie znalezienia odpowiedniego opiekuna płonęło w nim równie mocno, jak wcześniej pragnienie wody na górskim szczycie.
Z Bożego zrządzenia przebywał wówczas w gospodzie pewien pobożny mnich imieniem Atvert [10]. Był on niegdyś opatem klasztoru w Lézat [11], lecz został stamtąd wypędzony przez przeciwników świętej reguły. Powracając właśnie z pielgrzymki do grobów apostolskich, zatrzymał się tam na kilka dni.
Wtedy gospodarz powiedział:
„Sądzę, że właśnie jego przygotowała dla nas Boża łaska. Nie jest nowicjuszem, lecz człowiekiem doświadczonym w życiu zakonnym. Jest ubogi duchem i kocha życie monastyczne. Potrafi zadowolić się skromnymi środkami, jakie posiada jeszcze nieuporządkowana fundacja, a przez swoją pokorną pracę i roztropność zgromadzi dla przyszłych sług Chrystusa wszystko, czego będą potrzebowali”.
Słysząc te słowa, Hugo wielbił Boga i radował się, widząc w tym znak, że jego pokuta została przyjęta przez Odkupiciela.
Po wielu prośbach przekonał Atverta, aby podjął się tego zadania. Pozostawił mu również tyle środków, ile jako pielgrzym mógł przeznaczyć na bieżące potrzeby. Następnie powierzył mu opiekę nad miejscem i wraz ze swoimi ludźmi powrócił do domu, zamierzając wkrótce ponownie przybyć.
XVII.
Od tej chwili Atvert, mąż całkowicie oddany Bogu, z wielką gorliwością przystąpił do pracy. Budował pomieszczenia potrzebne przyszłej wspólnocie mnichów, dostosowując je do trudnego ukształtowania terenu, ponieważ miejsce było pełne skał i stromizn. Wszystko, co udało mu się zdobyć, przeznaczał na rozwój fundacji, sam zaś zadowalał się bardzo skromnym utrzymaniem.
W wyznaczonym czasie Hugo powrócił zgodnie z obietnicą. Przywiózł środki potrzebne do ukończenia budowy kościoła, a następnie ponownie udał się do marchiona Hardoina. Od niego, podobnie jak wcześniej, nabył za uzgodnioną cenę wieś Clusa, położoną u stóp góry, oraz przyległe do niej ziemie odpowiednie pod dalszą zabudowę.
Pragnąc zapewnić fundacji pełną niezależność, zwrócił się także do biskupa Turynu, Amiza [12]. Obdarowawszy go darami godnymi jego urzędu, uzyskał ponowne potwierdzenie wolności klasztoru od wszelkich obciążeń i zależności, umocnione dodatkowo sankcją kościelnej klątwy wobec przyszłych naruszycieli.
Następnie udał się do Rzymu, gdzie przedstawił papieżowi Sylwestrowi zarówno zobowiązania podjęte przez biskupa i marchiona, jak również całą historię powstającego dzieła. Dzięki temu klasztor został zabezpieczony autorytetem Stolicy Apostolskiej, a później także potwierdzony przez władzę cesarską.
Od tej pory Hugo przez całe swoje życie dostarczał klasztorowi potrzebnych środków, osobiście lub za pośrednictwem swoich ludzi, na miarę swoich możliwości.
Klasztor zaś rozwijał się stopniowo dzięki łasce Bożej i opiece świętego Michała Archanioła. Z biegiem lat powiększał swoje zabudowania i znaczenie, a słynąc z licznych cudów, stawał się coraz bardziej znany oraz czczony przez ludy różnych krain.
Aby zaś nikt nie powątpiewał w prawdziwość opowiedzianych wydarzeń, kronikarz przywołuje świadectwo Maurycego, syna wspomnianego Hugona, a także całej jego rodziny. To właśnie oni, bądź ich najbliżsi krewni, byli świadkami znaków, przez które moc świętego Michała objawiła się w tamtych czasach.
XVIII.
Czcigodny papież Mikołaj [13], którego imię można tłumaczyć jako „zwycięstwo ludu katolickiego”, był gorliwym opiekunem tego miejsca i polecił spisać niniejszą opowieść. Pragnął bowiem, aby wszyscy czytający wiedzieli, że szczególna troska o to sanktuarium należy do Stolicy Apostolskiej.
Chciał również, aby każdy wierny, który u kresu doczesnego życia pragnie zostać uniesiony przez aniołów do niebieskiej ojczyzny, wystrzegał się wszelkiego zła wymierzonego przeciw miejscu umiłowanemu i wybranemu przez Michała, księcia zastępów niebieskich.
Niech więc w tym domu, wolnym od sporów i rozdarcia serc, pośród pokoju będącego udziałem ludzi dobrej woli, nieustannie będzie błogosławione imię Pańskie. On bowiem posyła swoich aniołów jako sługi Kościoła dla dobra tych, którzy mają odziedziczyć zbawienie.
XIX.
W roku dziewięćset sześćdziesiątym szóstym od Wcielenia Pańskiego, gdy zabudowania klasztorne zostały już wzniesione stosownie do możliwości tamtych czasów, a znakomity Hugo, sławny niegdyś w sprawach wojennych, lecz pod koniec życia jeszcze bardziej gorliwy w służbie Bożej, przekazał klasztor wraz ze wszystkimi jego dobrami wyłącznie opatowi i mnichom, nastąpił nowy etap w dziejach wspólnoty.
Miejsce to, jak wcześniej opowiedziano, zostało przez niego nabyte za własne środki oraz zabezpieczone zarówno autorytetem Stolicy Apostolskiej, jak i przywilejami władzy świeckiej. Gdy zaś święty pustelnik Jan oraz opat Atvert zakończyli już swoje ziemskie życie, bracia zgodnie wybrali na ich następcę męża wyróżniającego się prostotą, roztropnością i świętością życia, który nosił znamienne imię Benedykt [14].
Nowy opat odznaczał się wieloma cnotami. Szczególnie słynął z miłości braterskiej i hojnej gościnności. Wszystkich pielgrzymów przybywających na górę pod opiekę świętego Michała przyjmował z wielką serdecznością. Dotyczyło to zwłaszcza podróżnych z Galii, Akwitanii i Hiszpanii, którzy zdążali do Rzymu.
Każdego otaczał troską, wspierał dobrym słowem i hojnie obdarowywał, zatrzymując dla wspólnoty jedynie to, co było konieczne do utrzymania braci.
Wielu ludzi, podziwiając jego dobroć, mawiało:
„Oto człowiek roztropny, który zbudował swój dom na skale. W jego ustach nie ma podstępu. Archanioł Pański raduje się jego wierną służbą i przez niego rozsławia to miejsce swoimi znakami”.
Z biegiem czasu coraz więcej ludzi, zwłaszcza zza Alp, przybywało tutaj, aby rozpocząć życie zakonne. Wyrzekali się świata i oddawali pod duchowe kierownictwo tego czcigodnego opata.
Mieszkańcy Italii, a szczególnie Longobardowie [15], nie zawsze chętnie wybierali życie mnisze. Wielu jednak możnych i bogatych, wdzięcznych za otrzymane łaski i pragnących zjednać sobie opiekę świętego Michała na godzinę śmierci, wspierało klasztor na różne sposoby. Jedni przekazywali ziemie i dobra materialne, inni oddawali swoich synów na wychowanie i służbę Bożą już od najmłodszych lat.
Miejsce to było bowiem szczególnie sprzyjające życiu duchowemu. Oddalone od zgiełku świata, wolne od hałasu ludzi i zwierząt, pozwalało duszy odnaleźć pokój. Z wysokości góry rozciągał się widok na równiny Italii, pełne rzek, pól i pięknych krajobrazów, które pokrzepiały wzrok i podnosiły serce.
Zimy były tam łagodne, lata przypominały wiosnę, a jesień nie przynosiła ciężkich chorób. W takim otoczeniu umysły sług Bożych łatwiej wznosiły się ku Stwórcy.
Karmieni ciszą, pokojem i pięknem stworzenia, często wołali z radością słowami Psalmu:
„Wielki jest Pan i godny wszelkiej chwały w mieście Boga naszego, na Jego świętej górze”.
XX.
Czcigodny opat Benedykt, miły Bogu i ludziom, sprawował troskliwą opiekę nad powierzonym sobie stadem niczym prawdziwie dobry pasterz. Już za życia słynął ze świętości, a pod jego rządami klasztor, dzięki łasce Bożej i opiece świętego Michała Archanioła, pomnażał się zarówno w dobrach materialnych, jak i w liczbie mnichów oraz otrzymywanych nadaniach.
Wielu gości i braci zakonnych doradzało mu jednak, aby podporządkował klasztor któremuś z wielkich ośrodków monastycznych i przyjął jego szczegółowe zwyczaje. On jednak stanowczo się temu sprzeciwiał.
Mówił bowiem:
„Pozwólcie, bracia, aby naszej wspólnocie wystarczała reguła świętego ojca Benedykta. Jeśli zaś okoliczności wymagają pewnych uzupełnień, sama reguła pozostawia opatowi roztropność dostosowania ich do czasu i potrzeb. Nie jest tak, jak mówicie. Widzicie przecież, że miejsce to, trudne i strome, wymaga rozwiązań właściwych sobie. Nie potrzebuje ludzkiego nauczyciela ten, kto często doświadcza pociechy aniołów, znajduje się pod opieką tak wielkiego patrona i niekiedy jest świadkiem jego budzącej bojaźń obecności.
Na tej górze nie ma miejsca dla niegodziwości. Nikt nie powinien sądzić, że zdoła ukryć tu zły czyn przed oczami świętego Michała. On bowiem ściga winę swoją błyskawiczną i straszliwą pochodnią. Zdarza się nawet, że gdy gdzieś na tej górze popełnione zostaje ciężkie przewinienie, gromy spadają na święte zabudowania. Trwoży to niewinnych, lecz nie ustaje, dopóki ukryta wina nie zostanie ujawniona i odpokutowana przez wyznanie oraz zadośćuczynienie”.
Tak nauczał ten sławny opat. W duchu apostolskiej prostoty zachęcał braci, aby zgłębiali przede wszystkim regułę świętego Benedykta i wiernie według niej żyli. Natomiast szczegółową organizację klasztoru pozostawiał roztropności kolejnych opatów. Zwyczaj ten wspólnota zachowywała jeszcze przez długie lata.
XXI.
Nie należy również przemilczeć pewnego cudu, który zwykł opowiadać przeor Ajcjusz [16], mąż świętej pamięci, równie godny szacunku ze względu na swoje życie jak na pełniony urząd.
Jego świadectwo uznawano za całkowicie wiarygodne, ponieważ był człowiekiem dojrzałym duchowo, doskonale ukształtowanym przez życie zakonne i powszechnie cenionym za roztropność.
Pośród wielu cnót szczególnie odznaczał się darem rozeznania, który Ojcowie Kościoła nazywają matką, strażniczką i przewodniczką wszystkich cnót. Nigdy nie pozwalał, aby święta lub dni powszednie wpływały na jego umiarkowanie. Zachowywał ten sam porządek życia, tę samą surowość i tę samą wstrzemięźliwość.
Wytrwale trwał przy swoim postanowieniu, często czuwał na modlitwie, poskramiał ciało umartwieniem, chętnie pracował własnymi rękami i pilnie oddawał się lekturze duchowej. Zachowując czystość duszy i ciała, dożył późnej starości i w pokoju odszedł do Pana.
Po pewnym czasie niektórzy z jego uczniów otworzyli grób przeora. Ku swemu zdumieniu poczuli niezwykle przyjemną woń, która wypełniła całe miejsce.
Ów Ajcjusz opowiadał również o opacie Benedykcie, że miał zwyczaj codziennie, zarówno w dzień, jak i w nocy, odprawiać z wielką pobożnością oficjum ku czci Najświętszej Maryi Panny przed jej ołtarzem. Ołtarz ten zdobił czcigodny i otaczany wielką czcią wizerunek Matki Bożej.
Pewnej nocy, gdy jak zwykle czytał lekcję liturgiczną, trzymał w dłoni lampę. Nagle podmuch wiatru zgasił płomień i czytanie zostało przerwane.
Gdy sługa Boży zasmucił się tym i nie wiedział, jak kontynuować modlitwę, wydarzyła się rzecz niezwykła. Ze świecy płonącej nieustannie przed ołtarzem świętego Michała wystrzelił płomień i sam zapalił lampę trzymaną przez opata.
Bracia obecni przy tym wydarzeniu oniemieli ze zdumienia.
Sam Benedykt, ujrzawszy cud, upadł twarzą na ziemię i przez długi czas oddawał Bogu cześć w głębokiej pokorze. Następnie nakazał braciom, aby za jego życia nikomu nie opowiadali o tym wydarzeniu.
Cóż więcej można powiedzieć?
Przez czterdzieści cztery lata mądrze i gorliwie kierował klasztorem. W końcu, niczym oliwka rozkwitająca w domu Pańskim, zakończył swoje życie i zasnął w pokoju.
XXII.
Takie były początki tego świętego miejsca. Takimi założycielami może się ono chlubić i dlatego od tamtych czasów aż po dzień dzisiejszy pozostaje miejscem czcigodnym i sławnym pośród wielu narodów.
Jedynie mieszkańcy Turynu, jak skarży się kronikarz, nie zawsze patrzyli na nie życzliwie. Niczym nieustannie szczekające psy spoglądali zazdrosnym okiem na dobra klasztoru i nie przestawali występować przeciw jego przywilejom.
Archanioł jednak, opiekun tego miejsca, tak skutecznie kruszył zamiary wszystkich, którzy działali przeciw niemu ze złą wolą, że zdawał się potwierdzać słowa Pisma: „Kto was dotyka, dotyka źrenicy oka mego”.
Według przekazywanej tradycji nikt nie podniósł ręki na klasztor ani na jego dobra, nie ponosząc za to kary. Święty Michał pozostaje bowiem zawsze blisko tych, którzy z wiarą wzywają jego pomocy. Zarówno wezwany, jak i niewezwany, otacza opieką swój przybytek, wysłuchuje próśb swoich sług i nieustannie strzeże ich przed zasadzkami starodawnego smoka.
Dlatego też ty, wspólnoto z Clusa, pokładaj ufność we wstawiennictwie tego, którego obrałaś sobie za szczególnego patrona spośród mieszkańców nieba.
Jemu należy oddawać nieustanną cześć i wdzięczność. Niech osłania cię cieniem swoich skrzydeł, niech wspiera cię w duchowej walce i strzeże od wszelkiego zła, abyś w dniu ostatecznego sądu została uznana za godną życia wiecznego.
KONIEC.
HISTORIA OPACTWA W SACRA DI SAN MICHELE
Sacra di San Michele, zwana także Opactwem św. Michała Archanioła, należy do najbardziej niezwykłych sanktuariów poświęconych Księciu Zastępów Niebieskich. Wznosi się na szczycie góry Pirchiriano na wysokości niemal 1000 metrów nad poziomem morza, u wejścia do Doliny Susa w Piemoncie, około 40 kilometrów od Turynu. Potężna budowla, sprawiająca wrażenie zawieszonej między ziemią a niebem, od ponad tysiąca lat przyciąga pielgrzymów, podróżnych i turystów.
Miejsce, na którym stoi opactwo, było zamieszkane już w czasach prehistorycznych. Swoje umocnienia budowali tutaj Ligurowie i Celtowie, a później także Rzymianie. Po upadku Cesarstwa Zachodniego teren przejęli Longobardowie, którzy wznieśli system fortyfikacji chroniących przełęcze alpejskie. W kolejnych wiekach wzgórze było ważnym punktem strategicznym kontrolującym drogę prowadzącą z Francji do Italii.
Początki sanktuarium związane są z postacią św. Jana z Besate, arcybiskupa Rawenny i ucznia św. Romualda. Według tradycji miał on otrzymać objawienie św. Michała Archanioła, który wskazał górę Pirchiriano jako miejsce szczególnego kultu. Pod koniec X wieku powstała tutaj pustelnia, a następnie rozpoczęto budowę klasztoru i kościoła.
Znaczący rozwój opactwa nastąpił dzięki francuskiemu możnowładcy Hugonowi z Montboissier. Po odbyciu pielgrzymki pokutnej do Rzymu ufundował on rozbudowę klasztoru i przekazał go benedyktynom. Dzięki położeniu przy słynnej Via Francigena, średniowiecznym szlaku pielgrzymkowym prowadzącym z Anglii do Rzymu, Sacra di San Michele szybko stała się jednym z najważniejszych ośrodków religijnych Europy Zachodniej.
W XI i XII wieku opactwo przeżywało okres największej świetności. Mnisi prowadzili życie modlitwy i pracy, przyjmowali pielgrzymów oraz sprawowali opiekę nad licznymi dobrami ziemskimi. W tym czasie powstała większość monumentalnych zabudowań, które można podziwiać do dziś. Szczególne wrażenie robią tzw. Schody Umarłych, prowadzące do kościoła, oraz słynny Portal Zodiaku, arcydzieło romańskiej rzeźby wykonane około 1130 roku przez mistrza Niccolò.
Od końca XIV wieku rozpoczął się stopniowy upadek opactwa. Wprowadzono system opatów komendatoryjnych, którzy pobierali dochody z klasztoru, często nie mieszkając nawet na jego terenie. W 1622 roku papież Grzegorz XV rozwiązał wspólnotę benedyktyńską. Kilka lat później budowla została poważnie zniszczona podczas działań wojennych prowadzonych przez wojska francuskie.
Jeszcze większe straty przyniósł okres napoleoński. W 1803 roku opactwo zostało formalnie zniesione. Wiele budynków popadło w ruinę, a część wyposażenia rozproszono lub zniszczono. Dopiero w XIX wieku rozpoczęto odbudowę. W 1836 roku papież Grzegorz XVI powierzył opiekę nad sanktuarium zgromadzeniu rosminianów, założonemu przez bł. Antoniego Rosminiego. Zakonnicy opiekują się tym miejscem do dziś.
Sacra di San Michele jest często wymieniana obok sanktuariów św. Michała w Monte Sant’Angelo na Gargano oraz w Mont-Saint-Michel we Francji. Według popularnej tradycji miejsca te tworzą tajemniczą linię św. Michała, biegnącą przez Europę i symbolizującą duchową walkę dobra ze złem.
Dziś Sacra di San Michele jest jednym z najważniejszych sanktuariów poświęconych św. Michałowi Archaniołowi na świecie. Monumentalne mury wyrastające ze skały, cisza gór i ponad tysiąc lat modlitwy sprawiają, że miejsce to pozostaje wyjątkowym świadectwem wiary oraz jednym z najpiękniejszych symboli chrześcijańskiej Europy.
PRZYPISY
[1] Sanktuarium św. Michała Archanioła na Gargano jest jednym z najstarszych i najważniejszych miejsc kultu św. Michała Archanioła w chrześcijaństwie. Powstało wokół groty w Monte Sant'Angelo, gdzie według tradycji pod koniec V wieku miały miejsce objawienia Archanioła. Sanktuarium przez wieki było celem pielgrzymek papieży, świętych i wiernych z całej Europy, a obecnie należy do najważniejszych ośrodków kultu św. Michała na świecie.
[2] Mont-Saint-Michel jest jednym z najsłynniejszych sanktuariów św. Michała Archanioła w Europie. Według tradycji powstało po objawieniach Archanioła udzielonych biskupowi św. Aubertowi w 708 roku. Wzniesione na skalistej wyspie u wybrzeży Normandii opactwo przez wieki było ważnym celem pielgrzymek oraz symbolem chrześcijańskiej wiary. Dziś Mont-Saint-Michel należy do najcenniejszych zabytków Francji i znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.
[3] Święty Jan Wincenty był pustelnikiem żyjącym na przełomie X i XI wieku. Pochodził z Rawenny i według tradycji osiadł na górze Pirchiriano w Piemoncie, gdzie prowadził życie modlitwy i pokuty. Uważany jest za współzałożyciela sanktuarium Sacra di San Michele. Kroniki podają, że św. Michał Archanioł wskazał mu miejsce budowy świątyni, która z czasem stała się jednym z najważniejszych ośrodków kultu Archanioła w Europie. Jego życie było świadectwem głębokiej wiary, umiłowania samotności i całkowitego oddania Bogu.
[4] Amizo był biskupem Turynu na przełomie X i XI wieku. Według tradycji odegrał ważną rolę w powstaniu Sacra di San Michele, wspierając pustelnika św. Jana Wincentego w realizacji dzieła budowy sanktuarium na górze Pirchiriano. Dostrzegając znaczenie rodzącego się ośrodka kultu św. Michała Archanioła, otoczył go swoją opieką i przyczynił się do jego rozwoju. W historii opactwa zapisał się jako jeden z jego najważniejszych dobroczyńców i protektorów.
[5] Zamek w Aviglianie był średniowieczną twierdzą położoną na wzgórzu dominującym nad doliną Susa. Jego początki sięgają X wieku, a szczególny rozkwit przeżywał pod panowaniem hrabiów i książąt Sabaudii. Dzięki strategicznemu położeniu strzegł ważnych szlaków prowadzących przez Alpy do Francji. W XVIII wieku został zniszczony podczas działań wojennych, a do naszych czasów zachowały się malownicze ruiny, które przypominają o jego dawnej potędze i znaczeniu dla regionu.
[6] Otton Młodszy (Otto di Savoia) był synem hrabiego Humberta Białorękiego i trzecim mężem Adelajdy z Suzy. Dzięki temu małżeństwu objął władzę nad Marchią Susa i wspierał rozwój ziem u podnóża Alp. Tradycja związana z Sacra di San Michele wspomina go jako jednego z możnych dobroczyńców, którzy udzielali pomocy św. Janowi Wincentemu przy powstawaniu sanktuarium św. Michała Archanioła na górze Pirchiriano. Był przodkiem dynastii sabaudzkiej, która przez stulecia odgrywała ważną rolę w historii Włoch.
[7] Hugo z Owernii był francuskim możnowładcą pochodzącym z Owernii, żyjącym pod koniec X wieku. Według tradycji podczas pielgrzymki do Rzymu zatrzymał się w dolinie Susa, gdzie spotkał pustelnika św. Jana Wincentego. Poruszony jego świętością oraz pragnieniem budowy sanktuarium św. Michała Archanioła na górze Pirchiriano, udzielił wsparcia materialnego dla tego dzieła. W kronikach Sacra di San Michele jest wspominany jako jeden z najważniejszych fundatorów i dobroczyńców opactwa.
[8] Sylwester II, właściwie Gerbert z Aurillac, był papieżem w latach 999–1003 i należy do najwybitniejszych uczonych średniowiecza. Pochodził z Owernii we Francji, był znakomitym matematykiem, astronomem i teologiem. Tradycja związana z Sacra di San Michele podaje, że utrzymywał kontakty ze św. Janem Wincentym i popierał rozwój sanktuarium św. Michała Archanioła na górze Pirchiriano. Jego pontyfikat przypadł na przełom pierwszego tysiąclecia chrześcijaństwa i odegrał ważną rolę w odnowie życia religijnego oraz intelektualnego Europy.
[9] Hardoin był możnowładcą żyjącym na przełomie X i XI wieku, związanym z regionem Piemontu i doliny Susa. Tradycja Sacra di San Michele wymienia go wśród dobroczyńców wspierających rozwój sanktuarium św. Michała Archanioła na górze Pirchiriano. Dzięki jego opiece i wsparciu materialnemu rodzące się opactwo mogło umacniać swoją pozycję jako ważny ośrodek życia religijnego i pielgrzymkowego w północnych Włoszech.
[10] Atvert (łac. Advertus) był pierwszym znanym opatem Sacra di San Michele. Kierował wspólnotą benedyktyńską w latach około 999–1002, w początkowym okresie istnienia opactwa. Jego rządy przypadły na czas organizowania życia zakonnego i umacniania młodego sanktuarium św. Michała Archanioła na górze Pirchiriano. Choć zachowało się niewiele informacji o jego życiu, tradycja klasztorna pamięta go jako pierwszego przełożonego wspólnoty.
[11] Opactwo św. Piotra w Lézat było jednym z najważniejszych klasztorów benedyktyńskich południowej Francji. Jego początki sięgają IX wieku, a w średniowieczu stało się znaczącym ośrodkiem życia religijnego i kultury. Opactwo słynęło z posiadania cennych relikwii św. Antoniego Pustelnika, które przyciągały licznych pielgrzymów. W czasie wojen religijnych we Francji klasztor został częściowo zniszczony, a po rewolucji francuskiej uległ kasacie. Do dziś zachowały się jedynie fragmenty dawnego kompleksu, przypominające o jego wielowiekowej historii i znaczeniu dla regionu.
[12] Amizo był biskupem Turynu na przełomie X i XI wieku. Należał do grona duchownych wspierających rozwój kultu św. Michała Archanioła w Piemoncie.
[13] Mikołaj II, właściwie Gerard z Burgundii, był papieżem w latach 1059–1061 i jednym z ważnych reformatorów Kościoła XI wieku. Zasłynął z wydania dekretu In nomine Domini (1059), który powierzył wybór papieża kolegium kardynałów, ograniczając wpływ władców świeckich na elekcję papieską. Popierał odnowę życia kościelnego, zwalczał symonię oraz zabiegał o zachowanie celibatu duchowieństwa.
[14] Benedykt był następcą opata Atverta i kierował wspólnotą Sacra di San Michele w latach około 1002–1045. Za jego rządów młode opactwo umocniło swoją pozycję jako ważny ośrodek benedyktyński na szlaku pielgrzymkowym Via Francigena. To właśnie w tym okresie wspólnota rozwinęła życie monastyczne, przyjmowała licznych pielgrzymów i uzyskała coraz większą niezależność od władz świeckich oraz miejscowych biskupów.
[15] Longobardowie byli germańskim ludem, który w VI wieku przybył do Italii i utworzył tam własne królestwo. Przez ponad dwa stulecia odgrywali ważną rolę w historii Półwyspu Apenińskiego, łącząc tradycje germańskie z kulturą rzymską i chrześcijaństwem. Szczególną czcią otaczali św. Michała Archanioła, którego uważali za swojego niebiańskiego patrona i opiekuna wojowników. To właśnie za ich panowania sanktuarium św. Michała na Gargano stało się jednym z najważniejszych miejsc pielgrzymkowych Europy, a kult Archanioła rozprzestrzenił się na wiele krajów Zachodu. W 774 roku państwo Longobardów zostało podbite przez Karola Wielkiego, jednak ich dziedzictwo wywarło trwały wpływ na kulturę i religijność średniowiecznych Włoch.
[16] Ajcjusz był jednym z przełożonych wspólnoty benedyktyńskiej Sacra di San Michele w okresie jej średniowiecznego rozkwitu. W kronikach opactwa wspominany jest jako gorliwy zakonnik i administrator, troszczący się o rozwój życia monastycznego oraz przyjmowanie licznych pielgrzymów.