Pożar

Najpierw biedni chłopcy mieszkali na plebanii. Gdy ich liczba rosła ks. Bronisław nabył nowy teren i tam zbudował duży drewniany budynek. Upalna noc z soboty na niedzielę 2 lipca 1904 roku w Miejscu zapowiadała się jak wiele podobnych w tym czasie. Jednak była inna. Poprzednie dni z lejącym się z nieba żarem, prace porządkowe w Zakładzie przed odpustem parafialnym Matki Bożej Jagodnej zmęczyły domowników tak małych, jak i dorosłych. Wszyscy utrudzeni, ale zadowoleni z wykonanej pracy, udali się na zasłużony odpoczynek. Oczekiwali, że jutrzejszy odpustowy dzień będzie również piękny.

Nagle po północy usłyszano trzaski i dziwne odgłosy. Ktoś wołał: „Pożar! Pożar!” Wszyscy w pośpiechu zaczęli opuszczać dom z przeczuciem, że za chwilę cały płonący budynek runie w popiele. Starsi wychowankowie, narażając swoje życie, wyprowadzali zaspanych i przestraszonych małych chłopców. Ogień szybko ogarnął cały dom. Przez okna i drzwi kłęby dymu i płomienie buchały potokiem. Szybko zawalił się dach. Broniły się jeszcze przez jakiś czas płonące krokwie i ściany, które też poległy, spadając z wielkim hukiem. Na ten widok wielu ze zgromadzonych upadło na kolana. Grupka kobiet zaczęła odmawiać różaniec. Wszystko zaczęło się uspakajać dopiero wraz ze wschodem słońca.

Po budynku pozostały tylko dymiące zgliszcza i przykry swąd spalenizny wydzielający się przez kilka dni. Nie uratowano nic prócz tego, co najważniejsze – dzieci. Niestety część chłopców musiała opuścić Zakład z braku miejsca. Stało się to, co wiele razy spędzało sen z oczu księdzu Bronisławowi, który z ogromnym bólem patrzył teraz na to  miejsce grozy i nieszczęścia. Przez wiele dni po jego głowie krążył ten przerażający widok. Gdy jeden z wychowanków wrócił i wyraził mu swoje współczucie z tego powodu, on odpowiedział:

– Nic złego się nie stało, drogie dziecko. Nikt dzięki Bogu w pożarze życia nie stracił. Teraz już idę spać spokojnie. Przedtem, kładąc się na spoczynek, zawsze obawiałem się tego, co wreszcie się stało. Drewniany dom i w nim stu chłopców to bardzo licha kombinacja.

Ulgą był nowy dom w budowie dla dziatwy opuszczonej i potrzebującej szczególnej troski.

Inne artykuły autora

Opatrznościowy powieściopisarz

Poszukiwanie Prawdy

Spotkanie matki i syna